
Czym jest Jednia?
Jednię dokładnie możemy zdefiniować tylko przez to czym nie jest. To miejsce doskonałe, macierz, miejsce z którego wychodzi cała reszta. Przywołać można tu teorię emanacji starożytnego filozofa Plotyna. W skrócie Jednia jest początkiem, z którego wszystko emanuje, wypływa, zwielokrotnioną perspektywą rdzenia, szeregiem bytów tworzących całą rzeczywistość.
Takim rdzeniem jest tajemnicza Latarnia pośród morza ruin?
Niewykluczone. Latarnia i morze ruin to figury poetyckie. Mogą stanowić ścieżkę dochodzenia do Jedni. Może to ruiny są naszą Jednią? Mniej lub bardziej wszyscy z ruin jesteśmy i chętnie do nich wracamy. Locus amoenus wiedzie do locus horridus i odwrotnie. Miejsca straszliwe i szczęśliwe, funkcjonują obok siebie, w niedalekim sąsiedztwie, jednocześnie.
Skąd się wziął pomysł na ten dramat?
Punktem wyjścia do napisania Jedni była dla mnie refleksja nad dynamiką przemian społeczeństwa informacyjnego.
Brakuje czasu na zastanowienie się, na wątpliwości, na przerobienie zachodzących zmian, które wydają się konieczne, ale są sugerowane w sposób zintensyfikowany przez aplikatory takie jak agendy polityczne i media, przy jednoczesnym narastającym rozdźwięku stanu prawnego do rzeczywistości. Z nieadekwatności tempa przemian społecznych do możliwości ich przyswajania, rodzi się rodzaj frustracji w człowieku. Jeszcze wczoraj wydawało mu się, że ma rozeznanie w sprawach, które go otaczają i zajmują. Dziś z pretensją lub pobłażliwością traktuje się go bo na coś się nie załapał lub oponuje trendom ponieważ przechowuje w sobie wątpliwości. Oczywistym jest pytanie, czy aby na pewno szukał odpowiedzi, może jest ignorantem, a może był zajęty swoimi sprawami, może właśnie potrzebuje czasu by się z różnymi tematami ponosić, zmagać, ale nawet jeśli to ma być wymówka, nowe odpowiedzi i obowiązujące schematy i tak go zastaną. Taki rodzaj przeobrażeń może być bolesny, dla kogoś komu coś umknęło lub wymyka się z jego rąk i sfery wyobrażeń.
Stąd występujące w tekście „przeobrażenia”?
Tak, to rodzaj obrażeń jakich może dokonywać zmiana na jaką nie jest się przygotowanym. Część gwałtownych zmian w człowieku generuje rany, które goją się, pozostawiając blizny. To piętno naszej pamięci o własnej ścieżce dochodzenia do siebie. Ślad, pamiątka po blaskach lub cieniach tych przeobrażeń.
Można utknąć we własnej głowie?
W sobie. Stracić przynależność do miejsc i ludzi. Wszystko co z zewnątrz płynie odfiltrowywać nieustannie, zindywidualizować się do potęgi. Z drugiej strony można pójść za głosem z zewnątrz, uczepić się go jak zbawiennej poręczy i tylko przez tę poręcz zdeterminować własne ja. Taki rodzaj badania zależności jednostki od grupy eksploruje Jednia.
Indywidualizm i kolektywizm?
Mamy sponiewieraną jednostkę i grupę emanującą czymś na pozór dobra. Everyman, który posiada, wycofane i niepewne, ale jednocześnie mocne, stanowienie o sobie, przez co wydaje się trochę chaotyczny, spotyka neutralną grupę żyjących w harmonii ludzi. Konieczność bycia zaopiekowanym bohatera stawia go w pozycji potrzebującego. Między potrzebą, a zaspokojeniem rozgrywa się jego dramat.
Kim jest Kai?
Podróżą bohatera, konfliktem wewnętrznym. Kai wydostał się ze zgliszcz i trafił do nowej rzeczywistości, w której znalazł bezpieczne schronienie, opiekę i pomoc. To mu na dłuższą metę nie pasuje. Chciałby czegoś więcej. Na przykład odosobnienia. To ktoś, kto nie może załapać się na to co dane, bo wcześniej odbierano mu tylko to co posiadał. Funkcjonuje trochę na dnie i pod powierzchnią. Ostatecznie jednak musi ulec przeobrażeniom i wychylić głowę, nie ma powrotu do tego co było, kim był. Jest tylko to co jest i co ma nastąpić.
Czyli?
Poprawa. Zmiana. Żeby było dobrze „W czuwaniu. W opiece. W świetle latarni.” Dla jednych to za mało, dla drugich za dużo, dla większości wystarczająco. Potrzeba bezpieczeństwa to dolna część piramidy Maslowa. Sama zmiana to na szczęście nie wszystko jest jeszcze refleksja. Mamy szansę wycofać się z nowego po ocknięciu, albo po wybudzeniu na przykład przez kogoś kto na moment stał się naprawdę bliski i szukać razem innej drogi wyjścia.
Kim jest Ren?
Drugą połówką, brakującym elementem, dopełnieniem, inspiracją, istotą krążącą wokół sensu, sedna? To ktoś, kto może nas wybudzić z bezpiecznego snu i uwolnić nasz potencjał, zabrać ze strefy komfortu i zachęcić do podjęcia ryzyka. Ren podobnie jak Kai sama nie jest niczego pewna, oboje „miotają się” i to im się w sobie nawzajem najbardziej podoba.
Na czym polega immersyjność tego przedsięwzięcia?
Immersyjny jest sam tekst dramatu, oparty o pewien rodzaj cyklicznej powtarzalności sugeruje podążać czytelnikowi zataczając coraz większe kręgi by ujrzeć cały obraz rzeczywistości przedstawionej, a jednocześnie poszukiwać w tych kręgach jakiejś drogi prowadzącej do sensu i jego sedna. Odbiorca ma możliwość wykonania czegoś bardzo niepopularnego. Czytanie dramatu jako literatury to niepopularna nisza, jak czytanie poezji. Ciężko jest sobie wyobrazić i poukładać materię dramatu. Same dialogi, didaskalia, monologi, brak opisów co wydarza się lub może się wydarzać w trakcie wypowiadanych słów oraz pomiędzy kwestiami bohaterów. Immersyjnym dramatem wirtualnym chcemy pomóc i zachęcić do przeczytania dramatu podanego „jak na tacy” w intrygującej, lecz prostej warstwie wizualnej, oprawie muzycznej, z sugestywnym rytmem pojawiającego się tekstu. To pomoże odbiorcy samodzielnie unaocznić, czyli wyobrazić sobie, zwizualizować i ujrzeć tę opowieść.
Czym jest rzeczywistość przedstawiona w dramacie?
To świat immersyjny, spekulatywny i subwersywny, czyli wciągający, oderwany od rzeczywistości i przewrotny, który poprzez siłę swojej umowności pozwoli, mam nadzieję, uwolnić potencjał i magię teatralnego przeżycia, na które serdecznie zapraszam!
